Zawsze powtarzałem, że samochody elektryczne są jak kuchenki mikrofalowe: wydajne, szybkie i bezduszne. Naciskasz przycisk i gotowe. Ale w Brukseli właśnie wydarzyło się coś ciekawego. Chińczycy, a dokładnie Zeekr, rzucili na stół Zeekr 7GT. I o dziwo, twierdzą, że stworzyli samochód dla nas, dinozaurów, dla których liczy się, jak kierownica zachowuje się na zakrętach.
Mobilność elektryczna
Wyobraź sobie, że wchodzisz do restauracji, zamawiasz najdroższy stek z menu, a kelner przynosi ci dwa, polewa je truflami i kalkuluje cenę ciepłej kanapki. Właśnie takie uczucie towarzyszy Ci z nowym Zeekrem 7X. To nie jest kolejny samochód elektryczny; to technologiczny ukłon w stronę europejskiej arystokracji motoryzacyjnej. Jeśli jeździsz niemieckim SUV-em klasy premium, możesz chcieć usiąść – liczby, które następują, mogą wywołać lekki kryzys egzystencjalny. Oto moja recenzja Zeekra 7X Privilege.
Volvo było kiedyś wyborem uniwersyteckich profesorów geografii, którzy nosili welurowe swetry i w życiu przejmowali się tylko strefami zgniotu. Jazda była bezpieczna, przewidywalna i – bądźmy szczerzy – całkowicie bezduszna. Ale zapomnijmy o tym. Nowe Volvo EX60 z 2027 roku to zupełnie inna bajka. To samochód, który być może został zbudowany przez maniaka bezpieczeństwa, ale ewidentnie trafił w ręce inżyniera, który w weekendy ściga się na motocyklach. Z 670 końmi mechanicznymi i technologią, która faktycznie działa, ta maszyna chce ratować reputację pojazdów elektrycznych. I może nawet jej się to uda.
Wstęp do świata elektromobilności był kiedyś zarezerwowany dla ekscentrycznych milionerów i entuzjastów technologii, którzy lubili zapach skóry i ciszę. Dziś? Dziś, za 39 990 euro (lub 34 000 euro z dotacją), dostajesz bilet do tego klubu, ale tylnymi drzwiami. Oto nowa Tesla Model Y Standard RWD. Samochód, który stracił nieco ze swojego blasku, stając się „przyjaznym dla ludzi”, ale przy okazji stał się być może najbardziej szczerym produktem Elona Muska. Czy to po prostu Tesla Semi w przebraniu samochodu osobowego, gotowa na 400 000 kilometrów cierpienia, czy też błysk geniuszu? Zapnijcie pasy, bo sprawdzimy, czy da się cieszyć samochodem, który ma na desce rozdzielczej jeansy.
Powiedzmy sobie szczerze, kampery zawsze były motoryzacyjnym odpowiednikiem krewnego, którego trzeba zaprosić na ślub, ale po cichu liczy się z jego chorobą. To powolne, toporne, białe pudła, które powodują korki na autostradzie i wyglądają, jakby ostatnio zostały zaprojektowane w 1978 roku. Ale Honda, firma, która dała nam najlepsze kosiarki do trawy, silniki Formuły 1 i ten dziwaczny składany skuter Motocompacto, postanowiła, że już wystarczy. Wprowadzili stację bazową Honda. I wiecie co? Po raz pierwszy w życiu chcę podłączyć przyczepę do haka holowniczego.
Za 62 tysiące otrzymujesz technologiczny „blitzkrieg”, który przyspiesza szybciej niż myślisz i jeździ lepiej niż konkurencja. Ale uwaga: ten samochód da ci prosto w twarz, że tak naprawdę jesteś… zbędny jako kierowca. Oto Tesla Model Y Performance (Juniper) 2026.
Większość dzisiejszych samochodów elektrycznych wygląda jak gładkie mydła wyciągnięte zbyt szybko z tunelu aerodynamicznego. Kia EV2 jest inna. Jest odważna, uroczo kanciasta i pełna charakteru. Ale zanim całkowicie zakochasz się w jej Lego twarzy, spójrz na jej tył. Musimy o tym poważnie porozmawiać.
Powiedzmy sobie szczerze, Lexus to marka dla ludzi, którzy zamawiają wodę o temperaturze pokojowej w restauracji. Są niezawodne, wygodne i ciche jak bibliotekarz w kapciach. Ale od czasu do czasu w piwnicy fabryki Toyoty dzieje się coś dziwnego. Inżynierowie podobno włamują się do szafki z sake, oglądają za dużo odcinków „Szybkich i wściekłych” i tworzą coś, co nie ma żadnego sensu, ale jest absolutnie fantastyczne. Przedstawiamy Lexusa RZ 600e F SPORT Performance. Samochód, który wygląda, jakby chciał pokonać Twoją Teslę na szkolnym boisku. I wiecie co? Może nawet mu się to uda.
Porsche ogłosiło spadek zysków. I nie taki, który wynika z „błędu statystycznego”, ale taki, który wywołuje alarm w zarządach i cichą panikę wśród akcjonariuszy. W Stuttgarcie piją może i środki uspokajające, ale prawdziwa trauma rozgrywa się w słoweńskich salonach. Dlaczego? Bo dla przeciętnego Słoweńca Niemcy wciąż są ziemią obiecaną. To nasz przemysłowy „Ojciec”, nasz wzór porządku, dyscypliny i inżynieryjnej wyższości. Jeśli Porsche upadnie, jeśli upadnie symbol niemieckiej potęgi, to nasz światopogląd również ulegnie zachwianiu.
Większość samochodów elektrycznych ma charyzmę samochodu AGD. Są wydajne, ciche i chronią planetę, ale kiedy wciskasz gaz, czujesz się, jakbyś prowadził bardzo drogi blender ręczny. Nudne. A potem jest Mate Rimac. Mężczyzna, który spojrzał na prawa fizyki, zmarszczył brwi i powiedział: „Nie, dziękuję”. Rimac Nevera R Founder's Edition to nie samochód. To inżynieryjny ekstrawagancja owinięta włóknem węglowym, zaprojektowana wyłącznie po to, by bogaci krzyczeli z przerażenia i zachwytu jednocześnie.
Wybór Słoweńskiego Samochodu Roku to co roku wyjątkowe wydarzenie, coś w rodzaju słoweńskiego Oscara, z tą różnicą, że publiczność jest mniejsza, a catering bardziej domowy. Kiedy spojrzałem na listę pięciu finalistów na rok 2026 – Audi A5, Dacia Bigster, Hyundai Inster, KIA EV3 i Renault 5 – zadałem sobie pytanie: Czy to naprawdę szczyt inżynierii, czy po prostu staliśmy się niebezpiecznie mało wymagający? Oto analiza bez zbędnych ceregieli. Przeszukałem ciemne zakątki internetu, sprawdziłem fakty i powiem to wprost. To rekord, którego importerzy mogą nie drukować i nie oprawiać, ale musicie go przeczytać. A zatem – Słoweński Samochód Roku 2026.
Jeśli myślisz, że projektanci samochodów to po prostu cisi artyści w czarnych garniturach, kreślący linie w piwnicy, to się mylisz. Przynajmniej nie w przypadku Gordena Wagenera. Był gwiazdą rocka. Człowiekiem, który zdjął czapkę Mercedesa i założył okulary przeciwsłoneczne. Ale 31 stycznia 2026 roku ta era dobiega końca. Po 28 latach i niezliczonych zadrapaniach na glinianej nawierzchni (i prawdopodobnie na ego konkurentów), Gorden Wagener opuszcza Stuttgart.










