Gdyby kosmici mieli dziś wylądować na słonecznej stronie Alp i przyjrzeć się naszemu codziennemu życiu, w raporcie dla Federacji Galaktycznej napisaliby: „To plemię wierzy, że bogactwo powstaje poprzez układanie Knaufów, a szczytem osiągnięć cywilizacyjnych jest dodatek urlopowy”.
Słowenia jest fascynującym laboratorium. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, w którym ludzie zarabiający najniższą krajową jeżdżą samochodami, których koszt wynosi równowartość trzyletniego budżetu przeciętnej afrykańskiej wioski, jednocześnie protestując, że chleb jest za drogi. Żyjemy w zbiorowej halucynacji, w sytuacji ekonomicznej. Fata Morgana, gdzie zastąpiliśmy posiadanie byciem, a wydawanie tworzeniem.
Syndrom „błyszczącej blachy” i betonowych pomników
Spójrzmy prawdzie w oczy. Naszą narodową patologią nie jest alkoholizm (choć się staramy), ale kompletny analfabetyzm w rozumieniu kapitału.
Słoweniec nie rozumie pojęcia „aktywa”. Dla niego inwestycją jest samochód. Niemiecki, oczywiście. Jeśli to możliwe, to z silnikiem diesla. Fakt, że ta sterta żelaza traci jedną trzecią swojej wartości w chwili, gdy opuszcza salon, i że jest w zasadzie naciągaczem, jest nieistotny. Ważne, że nasz sąsiad Jože widzi, że dobrze nam się wiedzie. Tymczasem Jože dobudowuje do domu, w którym mieszka już tylko on i jego żona, ponieważ dzieci uciekły za granicę lub są w… kawalerka w Lublanie, więc nie muszą słuchać mądrości swojego ojca odnośnie tego, jak mieszać zaprawę.
Zbudowaliśmy krainę betonowych pomników dla naszego ego, w której zamarzniemy na śmierć, bo zabraknie nam ogrzewania. Podczas gdy globalny kapitał płynie do algorytmów, biotechnologii i rozwiązań energetycznych, my inwestujemy w fasady i kostkę brukową. Jesteśmy jak orkiestra na Titanicu, z tą różnicą, że nie gramy muzyki, a kłócimy się o to, kto ma najpiękniej wypolerowany instrument, podczas gdy woda już wlewa się nam do butów.
Feudalizm cyfrowy: Jesteśmy rolnikami na obcych polach
Ale prawdziwa tragedia nie dzieje się na naszym podwórku. Dzieje się na naszych ekranach.
Globalna gospodarka zmieniła się radykalnie. Weszliśmy w erę cyfrowego feudalizmu. Właściciele platform (Google, Amazon, Meta, Microsoft) to nowi panowie feudalni. My, użytkownicy tych platform, którzy pozostawiamy na nich swoje dane, swój czas i pieniądze, jesteśmy współczesnymi poddanymi. Chłopami.
A co robi Słoweniec? Czy to on opracowuje nowy algorytm? Czy jest właścicielem części tych lenn? Nie. Słoweniec jest konsumentem. Z entuzjazmem kupuje najnowszy telefon, żeby móc oglądać, jak inni żyją lepiej niż on.
Pozwólcie, że pokrótce zagłębię się w brutalną matematykę, którą niedawno zaserwował Tony Robbins i która powinna być lekturą obowiązkową w każdym słoweńskim liceum. Jeśli przez ostatnie 15 lat wiernie staliście w kolejce i kupowaliście każdy nowy model, iPhone'aWyrzuciłeś w błoto jakieś 22 000 euro za ten przywilej „statusu”. Brzmi to dużo, ale i tak da się z tego wyżyć.
Ale gdybyś zamiast kupować telefon, kupował akcje Apple za każdym razem, gdy się pojawiały, dokładnie po tej samej cenie, miałbyś 326 000 euro.
Przeczytaj to jeszcze raz. 326 tysięcy. To żadna reszta za kawę. To jest mieszkanie w Lublanie. To jest twoja wolność finansowa. To jest różnica między posiadaniem kapitału a byciem dojną krową dla gigantów technologicznych. Ale nie, wolałbyś mieć stertę elektronicznego złomu w szufladzie i urządzenie w kieszeni, które za dwa lata będzie warte mniej niż wczorajsza bułka.
Nadchodzi technologiczne tsunami zwane sztuczną inteligencją. To już nie prognoza, to prognoza pogody na jutro. Sztuczna inteligencja zmiecie przeciętność. Wykona pracę, z której my, Słoweńcy, jesteśmy tak dumni: papierkową robotę, biurokratyczne komplikacje i spisywanie protokołów, których nikt nie przeczyta.
Nasza odpowiedź? Prawdopodobnie powołamy komisję rządową do zbadania wpływu sztucznej inteligencji na produkcję ziemniaków i zażądamy, aby ChatGPT opłacało składki na ZPIZ. Bo to jest nasz cel. Rozwiązywanie problemów XXI wieku za pomocą narzędzi z 1974 roku.
Kultura komfortu jest kulturą porażki
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że utraciliśmy instynkt przetrwania. Staliśmy się grubi i leniwi – niekoniecznie fizycznie, ale intelektualnie.
Państwo opiekuńcze, nasza święta krowa, usypia nas. Wpoiło nam przekonanie, że należy do nas. Że należymy do pracy, że należymy do mieszkania, że należymy do emerytury. Wiadomość dnia: natura nie przejmuje się tym, co ci przysługuje na mocy konstytucji. Gospodarka nie przejmuje się twoimi „prawami”.
Jeśli nie potrafisz stworzyć wartości, za którą ktoś będzie gotów zapłacić, jesteś ekonomicznie martwy. A w nadchodzącym świecie definicja „tworzenia wartości” będzie drastycznie różnić się od tej, którą znamy dzisiaj. „Ciężka praca” już nie wystarczy. Roboty pracują ciężej niż ty. Algorytmy nie chodzą na kawę i nie potrzebują zwolnienia lekarskiego, bo bolą je plecy.
Wniosek: Ewolucja nie zna litości
Może to zabrzmi okrutnie. Może wolałbyś przeczytać coś o tym, jak „pracowici i pracowici” jesteśmy i jak Słowenia jest perłą. I jest. Perłą, którą świnie powoli grzebią w błocie, marząc o truflach.
Jeśli chcemy przetrwać jako naród i jako jednostki, musimy przestać być narodem sług czekających na pana (lub państwo), który ukroi im kawałek chleba. Musimy stać się narodem właścicieli. Właścicielami naszej wiedzy, właścicielami kapitału, a przede wszystkim właścicielami naszego losu.
Przestań inwestować w blachę. Przestań inwestować w ściany, które przynoszą tylko wydatki. Zainwestuj w to, co masz między uszami. I przestań czekać, aż Golob, Janša czy ktokolwiek inny rozwiąże twoje problemy.
Bo kiedy nadejdzie prawdziwa zima – a nadchodzi szybko – ani lewicowa, ani prawicowa polityka nie ogrzeje cię. Jedyne, co cię ogrzeje, to ogień, który potrafisz sam rozpalić. Ale jeśli zapomniałeś, jak rozpalić ogień, bo za długo czekałeś na centralne ogrzewanie… cóż, powodzenia.
Historia nas uczyże ci, którzy nie rozumieją ducha czasu, stają się jego gnojem. A teraz Słowenia pachnie kompostem.





