Świat się zatrzymał. A przynajmniej ta część świata, która oddycha spalinami i modli się do świętej trójcy: silnika V12, manualnej skrzyni biegów i czerwonego koloru. Ferrari dokonało czegoś „nie do pomyślenia”. Zapowiedzieli samochód elektryczny. A na dodatek zatrudnili człowieka, który zaprojektował twojego iPhone'a, do zaprojektowania wnętrza. Jak można było się spodziewać, internet eksplodował wściekłością, zanim jeszcze zobaczyliśmy cały samochód. Nazywa się Ferrari Luce. I zanim zaczniecie pisać listy z pogróżkami do Maranello, wysłuchajcie mnie. To może być najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się motoryzacji w tej dekadzie.
Bądźmy szczerzy. Wszyscy wiedzieliśmy, że ten dzień nadejdzie. Dzień, w którym „Prancing Horse” zamieni ryk dwunastocylindrowego silnika na cichy szum elektronów. Ferrari Nie byłoby to Ferrari, gdyby nie zrobiło tego z dramaturgią godną włoskiej opery. Zamiast po prostu rzucić tablet na deskę rozdzielczą i powiedzieć „finito”, wezwali sir Jony'ego Ive'a i Marca Newsona z kolektywu LoveFrom. Tak, ojciec iPhone'a I Zegarek AppleI tak powstało wnętrze Ferrari Luce – wnętrze, które podzieliło świat.
Wynik? Internetowi wojownicy oszaleli. „To nie jest Ferrari!” – krzyczą klawiatury od Tokio po Los Angeles. „Gdzie są wskaźniki? Czemu wszystko jest takie… czyste?” Spokojnie, moi drodzy. Jeszcze nawet nie widzieliśmy karoserii, a wszyscy zachowują się, jakby była. Ferrari Właśnie pomalowałem Kaplicę Sykstyńską wałkiem.


Wewnątrz: Kiedy Apple spotyka się z rokiem 1960
Największy ironia tego samochodu Czy to jest człowiek święty? przyzwyczajony do ślizgania się po szklanych ekranach, stworzył najbardziej namacalne, fizyczne i „analogowe” wnętrze w nowoczesnym samochodzie elektrycznym.
Zapomnij o ogromne telewizory, które panują w Tesla I MercedesLuce to anty-ekran. Kierownica? Trójramienna, z recyklingowanego aluminium, inspirowana klasycznymi kierownicami Nardi z lat 50. i 60. Bez tysięcy przycisków, tylko czysta mechanika i elegancja. Panel instrumentów? Nakładające się na siebie panele OLED, naśladujące głębię starych analogowych wskaźników Veglia.

„To nie jest kabina samochodu. To szwajcarski zegarek powiększony do rozmiarów salonu”.
Konsola środkowa jest arcydziełem szkła i aluminium. Przyciski fizyczne – tak, fizyczne przyciski! – do klimatyzacji i zapłonu. A ten centralny wyświetlacz, „multigraf”? Ma fizyczne tarcze napędzane silnikami, które wyświetlają kompas, stoper, a przede wszystkim Launch Control. To romantyczne. To odważne. To coś, co pewnego dnia obejrzymy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MOMA) i zastanowimy się, dlaczego nie wszystkie samochody są takie.



Liczby, które uciszą sceptyków (tak twierdzą źródła internetowe)
Jeśli estetyka Cię nie przekonuje, to fizyka Cię przekona. Ferrari Luce to nie zabawka. To broń. Pod tą artystyczną powłoką kryje się specjalnie zaprojektowana architektura 800-woltowa (dokładnie 880 V). Co to oznacza? To znaczy, że to urządzenie ładuje się szybciej, niż jesteś w stanie wypić espresso.
- Moc: Cztery niezależne silniki elektryczne generują moc ponad 735 kW (to aż 986 koni mechanicznych lub ponad 1000 KM w trybie Boost).
- Przyśpieszenie: Od 0 do 100 km/h (0-62 mph) w mniej niż 2,5 sekundy. To nie przyspieszenie, to teleportacja.
- Prędkość: Prędkość maksymalna przekracza 309 km/h (192 mph).
- Akumulator i zasięg: Pojemność akumulatora wynosi 122 kWh (technologia NMC), co zapewnia zasięg około 531 km (330 mil) według cyklu WLTP.
- Masa: Ale tutaj fizyki nie da się przebić. Waży aż 2313 kg (5100 funtów). To najcięższe Ferrari w historii.
Ale dzięki układowi czterech kół skrętnych, rozdzieleniu momentu obrotowego i aktywnemu zawieszeniu prawdopodobnie nadal będzie lepszy od Twojego ulubionego sedana benzynowego.



Zimny prysznic dla internetowych krytyków
Dlaczego w Internecie jest tyle dezaprobaty? Ponieważ ludzie nie lubią zmian. Bo boją się, że Ferrari traci duszę. Ale pomyśl o tym: Ferrari zawsze był pionierem. Enzo Ferrari Prawdopodobnie wolałbym wersję elektryczną – natychmiastowy moment obrotowy, brak strat, czysta wydajność.
Ludzie, którzy teraz plują w głąb siebie, to ci sami ludzie, którzy narzekali, kiedy było Porsche wyprodukował SUV-a. Dziś jednak Cayenne płaci rachunki za rozwój 911 GT3.
Jony’ego Ive’a I Marka Newsona Nie zaprojektowali po prostu „innego” wnętrza. Stworzyli przestrzeń, która jest radykalnie inna. Jest minimalistyczna, ale nie sterylna. Jest futurystyczna, ale głęboko zakorzeniona w przeszłości. A co najważniejsze – odważnie się wyróżniać. Po prostu nie może być innego elektrycznego Ferrari. Gdyby to była po prostu kolejna kopia z tabliczką znamionową pośrodku, byłaby to porażka. To, co widzimy, to zwycięstwo designu nad konwencją.





Wnioski: Wystawa muzealna przyszłości
Ferrari Luce Oficjalnie zostanie w pełni zaprezentowany dopiero w maju we Włoszech. Do tego czasu – uspokójcie konie. Cena? Prawdopodobnie od 370 000 euro (około 400 000 $). Czy warto? Patrząc tylko na specyfikację, mogą być szybsze samochody. Ale Ferrari nie kupuje się dla liczb na papierze. Kupuje się je dla wrażeń.



Luce obiecuje zdać słodkie życie w erę elektryczności. Ze szklanym kluczem, który zmienia kolor, gdy maszyna się uruchamia, z dźwiękiem (wciąż udoskonalanym, ale z pewnością będzie epicki) i z kształtem, który prawdopodobnie się rozdzieliI słusznie. Sztuka musi dzielić.
Moja opinia? Zostawmy Jony'emu Ive'owi pozostawienie po sobie śladu. Ten samochód będzie nie tylko wyjątkowy w środku, ale jako całość będzie czymś, na co za 50 lat będziemy patrzeć z takim samym podziwem, z jakim dziś patrzymy na Ferrari z lat 60. Elektryczne Ferrari było nieuniknione. Dzięki Bogu mieli odwagę, żeby go tak zrobić.





