Budzę się w 2035 roku w świecie, w którym sztuczna inteligencja przejęła praktycznie każde zadanie, które kiedyś nazywaliśmy „pracą”. Od przełomowego roku 2026, kiedy sztuczna inteligencja stała się globalnie rozpoznawalnym narzędziem (i niemal członkiem rodziny), sytuacja tylko się poprawiła – i to wykładniczo. Jaki jest rezultat? Dziś mam więcej czasu jako redaktor niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ dziennikarstwo i media cyfrowe zmieniły się nie do poznania, a w wielu miejscach po prostu popadły w zapomnienie. Moja rola jako redaktora ewoluowała z „tego, kto pracuje do późna w nocy, goniąc terminy” do „tego, kto wstaje rano w piżamie, kieruje robotami i rozmyśla o sensie życia przy kawie”.
Kiedy ja 7:00 rano w roku 2035 Budzi mnie łagodny głos mojego zwierzaka. Asystenci AI (nazywa się Albert, bo chciałam lokaja, którego imię wzbudza zaufanie), uświadamiam sobie, że jest przede mną kolejny zwykły dzień w niezwykłych czasachAlbert wita mnie uprzejmie: „Dzień dobry, Jan. Dziś jest wtorek, w Lublanie jest słonecznie, Twoje tętno „...i idealne do porannej kawy. Czas wstawać.” – Oczywiście, jak elegancko. Kiedyś budzik wyrywał mnie z łóżka dźwiękiem BIP-BIP, ale teraz mam spersonalizowanego asystenta cyfrowego, który delikatnie odczytuje moje statystyki snu. Jeremy Clarkson pewnie powiedziałby, że to wspaniale – brakuje tylko fanfar i robota, który przyniósłby mi śniadanie pod nosem.
Poranek w roku 2035
Po kilku minutach leniwego przewracania się z boku na bok (tak, nadal będę wciskał drzemkę w przyszłości – tyle że teraz zamiast wciskać przycisk, mówię: „Albert, jeszcze dziesięć minut”, a sztuczna inteligencja rozumie moje priorytety) po prostu wyczołguję się z łóżka. Sypialnia automatycznie otwórz inteligentne zasłony, który transmituje cyfrowy wschód słońca, twierdząc, że poprawi to atmosferę. W lustrze w łazience wita mnie hologram trenera personalnego – oczywiście sztucznej inteligencji – który żartobliwie pyta: Ile pompek zrobimy dzisiaj, panie Macarol? Odpowiadam sarkastycznie: „Wolałbym dziś nic nie robić, dziękuję”. Hologram przewraca oczami (tak, jest na tyle zaawansowany, że może mnie już oceniać). jak strata dnia) i uprzejmie radzi mi trochę poćwiczyć, zanim pozwoli mi skorzystać z prysznica. Tak, dobrze przeczytałeś: moja inteligentna łazienka jest tak zaprogramowana, że najpierw muszę się trochę poruszyć, a dopiero potem puszcza ciepłą wodę. Kto by pomyślał – kiedyś trzeba było płacić za siłownię, a teraz własny prysznic wymaga od ciebie stąpania po podłodze.

Na koniec, pachnący niczym automatycznie dobierany szampon (który, nawiasem mówiąc, nigdy nie szczypie w oczy), Przechodzę do kuchni.Mój przyjaciel już tam na mnie czeka. osobisty robot kuchenny o imieniu BertoBerto z uśmiechem oferuje mi śniadanie (ekran LED ma kształt uśmiechu). W dzisiejszym menu znajduje się wysokobiałkowe wegańskie frappe o smaku jagód i wodorostów – coś, co według algorytmów przedłuży mi życie o pięć lat. „Berto, mój drogi” – wzdycham – „gdzie to dobre, stare podwójne espresso i croissant z masłem?” Robot zauważa ze smutkiem: „Jan, wiesz, że lekarz AI zabronił ci spożywania tak dużej ilości kawy i tłuszczów nasyconych. Proponuję tost z awokado”. Oczywiście, że proponuje tost z awokado. W świecie, w którym… Sztuczna inteligencja przejmuje kuchnieTost z awokado najwyraźniej stał się odpowiedzią na wszystko. Jeremy Clarkson prawdopodobnie wyrzuciłby tost przez okno i zażądałby pełnego angielskiego śniadania z bekonem. Ale ja postanawiam pójść na kompromis: zawieram sekretny układ z Bertem, żeby przemycić podwójną dawkę kofeiny do mojego frappe. Triumfalnie popijam mój dziwny napój kawowo-algowy, powtarzając sobie, że przynajmniej coś zyskałam na tej walce z robotyczną policją dietetyczną.

Podczas śniadania przeglądam poranne „gazety”. Właściwie to jest ich około osobisty portal informacyjny, które Albert kompiluje dla mnie na bieżąco, zgodnie z moimi upodobaniami. Jako redaktor, przeglądałem stosy artykułów i wybierałem te, które warto opublikować. Dziś agenci AI robią to wszystko w milisekundy – przeszukując globalne wiadomości, podsumowując je, tłumacząc na słoweński, a nawet dostosować ton, o którym wiedzą, że jest mi bliski. Więc kiedy podjadam tost (z dodatkiem masła, które ukradłem z lodówki, zanim Albert mnie przyłapał), dostaję wiadomość, że City Magazine AI Właśnie opublikowano: „Robotyka podbija Księżyc: na powierzchni Księżyca otwiera się pierwszy bar ze sztuczną inteligencją z widokiem na Ziemię”. Biorę łyk kawy i się uśmiecham – Czasami dziennikarze marzyli o takich historiach, a teraz pisze je sztuczna inteligencja, i to lepiej, niż większość z nas by to zrobiła. Myślę trochę cynicznie, że moglibyśmy nadal leży spokojnie w łóżku, a czytelnicy nawet nie zauważyliby, że nie pracuję. Właściwie nikt tak naprawdę nie pracuje w klasycznym tego słowa znaczeniu. Ludzie w moim zawodzie są teraz bardziej kuratorami niż twórcami: przeglądamy pobieżnie to, co napisała sztuczna inteligencja, i pracujemydodać „ludzki dotyk”W rzeczywistości czasami po prostu zmieniamy jakieś słowo, aby poczuć, że mamy swój wkład.
Popołudniowe psoty lenistwa
Po porannym rytuale zazwyczaj (nie) idę do biura. To znaczy do salonu, gdzie mam wygodny fotel i ogromny interaktywny ekran. Oficjalnie nadal jestem redaktorem naczelnym., nie zapominajmy – tytuł pozostał, choć obowiązki brzmią teraz mniej więcej tak: „Proszę potwierdzić, że sztuczna inteligencja nie napisała czegoś naprawdę głupiego”. A ponieważ sztuczna inteligencja rzadko myli się co do faktów (chyba że zatraci się w jakiejś własnej halucynogennej podróży, ale na to też mamy filtr), moja praca jako redaktora bardziej przypomina rolę krasnala ogrodowego: jestem obecny, sprawiam wrażenie poważnego, a czasem podlewam głupotę wodą rozsądku.
Dziś rano na przykład przeglądam szablony artykułów, które CityMagazineGPT-13 napisał w nocy. Tytuły są świetne, klikalny, a treść jest prawdopodobnie lepsza, niż moja małość mogła w sobie ułożyć najlepsze czasyW jednym z artykułów AI pisze o nowych trendach w branży modowej, gdzie awatary zamiast influencerów na Instagramie reprezentują kolekcje (Ponieważ, szczerze mówiąc, awatarami łatwiej zarządzać niż kapryśnymi, żywymi influencerami). W innym artykule dziennikarz cyfrowy opowiada o tym, jak udało mu się zaistnieć w Słowenii Sztuczny dochód podstawowy (UBI) – wiesz, ta futurystyczna wersja ubezpieczeń społecznych, gdzie państwo płaci każdemu tyle, ile potrzeba, żeby kupić kawę (z algami) i mieć dach nad głową, podczas gdy roboty i sztuczna inteligencja naprawiają gospodarkę. Śmieję się, kiedy widzę, że w artykule UTD wspomniano o sztucznej inteligencji jako „łapówka państwowa w zamian za pokój od głodnych bezrobotnych”. Ostra, ale niestety całkiem trafna uwaga. Wtedy mnie olśniło: gdyby żyjący dziennikarz napisał coś takiego lata temu, połowa Twittera (obecnie zastąpionego przez sieć X+, którą w całości zarządzają moderator AI) rozdarty. Kiedy maszyna to zapisuje, nikt nie denerwuje się zbytnio. Może dlatego, że jesteśmy tego świadomi, że ma rację – my, ludzie, staliśmy się trochę zbędny w wielu rzeczach, ale przynajmniej wiedzie nam się dobrze i – ironicznie – po raz pierwszy możemy spokojnie porozmawiać przy kawie o sensie życia, zamiast panikować i szukać nowej pracy.
Po „roboczym” poranku, podczas którego głównie zastanawiałem się, czy Albert obserwuje z daleka.ponieważ podczas sprawdzania artykułów, zdrzemnął się (mój inteligentny fotel dostosowuje się do mojej postawy – a jeśli za długo siedzę zgarbiony, przypomina mi o konieczności ruchu, zdrajco!), postanawiam, że czas na przerwę. Kiedyś chodziliśmy na kawę z kolegami. Dzisiaj Tak naprawdę nie mam żadnych kolegów. – moim najbliższym współpracownikiem jest CityMagazineGPT 27, który nie pije kawy, chyba że liczę elektrony. Więc nazywam inną żywą duszę przyjacielem Ocena, który jest również finansistą "zamknięty" i teraz bardziej niż kiedykolwiek „trener życia” dla algorytmów AI. Umawiamy się na spotkanie w miejsce w kawiarni retro – to znaczy pójść do prawdziwej kawiarni, gdzie człowiek, barista, parzy kawę. W Lublanie stało się to luksusową atrakcją dla miłośników nostalgii: miejsce o nazwie „Pri Človeku” zatrudnia prawdziwych ludzi, którzy parzą kawę ręcznie. Drogie jak szafran, ale doświadczenie jest autentyczne.

Mój autonomiczny samochód elektryczny, który pieszczotliwie nazywam Stary chrząszcz – w rzeczywistości jest to coś ultramodernego autonomiczny SUVale w duchu buntu Clarksona postawiłem go Brytyjska nawigacja głosowa, który sarkastycznie mówi do mnie: „Och, chciałeś jechać do centrum. Znowu. Jakie to oryginalne, proszę pana”. Podczas jazdy (gdzie po prostu siedzę, a samochód robi wszystko to, co ja czasami lubię robić sam – łącznie z denerwowaniem się na innych kierowców, bo to w większości inne samochody) Ja przełącz opóźnienie na tryb ręcznyTo oczywiście nielegalne, z wyjątkiem dróg prywatnych lub specjalnych poligonów, ponieważ jazda samochodem w mieście jest ściśle regulowana – w przeszłości spowodowaliśmy zbyt wiele wypadków. Ale mam szczęście: mam w samochodzie ukryty tryb. „Moda Clarksona” (odziedziczone po jakimś hakerze, który miał poczucie humoru). Włączam go na kilka minut i przejmuję kierownicę. To fantastyczne uczucie – jak pilotowanie samolotu! Samochód wydaje sygnał ostrzegawczy w panice, czujniki ruchu zgłaszają, Albert na tylnym siedzeniu (no cóż, jego przenośny interfejs) wykrzykuje: „Jan, to niebezpieczne, wyłącz sterowanie ręczne!” Ignoruję ich i jadę przez most w Lublanie jak stary kierowca rajdowy, aż do momentu, gdy system przełączy mnie z powrotem na autopilota, wydając obrażony sygnał dźwiękowy. Wiem, że za około godzinę prawdopodobnie zadzwoni do mnie agent ubezpieczeniowy sterowany sztuczną inteligencją i powie, że naruszyłem warunki użytkowania pojazdu. Ale te kilka chwil wolności – bezcenne. Jeremy Clarkson byłby ze mnie dumny, a Jan Macarol we mnie myśli: Muszę o tym pamiętać w następnym artykule..

Marko i ja pijemy kawę na świeżym powietrzu, na Trójpoziomowym Moście, gdzie około południa zbierają się młodzi i starsi. beztroski – kiedyś nazywaliśmy ich bezrobotnymi, ale dziś są „poszukiwaczami sensu”. Rozmowa naturalnie schodzi na technologię. Marko sarkastycznie narzeka, że jego terapeuta AI za bardzo go zachęca do „rozwoju osobistego”. „Za każdym razem, gdy mam zły humor” – mówi – „ten cyfrowy Freud odtwarza mi nieziemsko kojący głos i sugeruje ćwiczenia oddechowe. Czasami chciałbym, żeby zostawił mnie w spokoju, żebym mógł być w złym humorze jak normalny człowiek!”. Kiwam głową i dodaję swoją skargę: „Mój asystent Albert wczoraj mył mi podłogi i zauważywszy, że milczałem przez trzy godziny, uruchomił protokół samotności – i zaczął puszczać „poprawiającą nastrój” muzykę z lat 90., żeby poprawić mi humor. Słuchałem Macareno W środku popołudnia zastanawiając się, kto tu jest szalony – ja czy on”. Śmieje się, bo uświadamiamy sobie, że w jakiś sposób staliśmy się dziećmi w przedszkolu naszych własnych niań AI. Człowiek w roku 2035 ewidentnie nie powinien być obojętny i znudzony – jeśli tak jest, technologia natychmiast spróbuje to naprawić. Poprzez humor, z Ocena Zgadzamy się, że największą ironią życia bez klasycznej pracy jest to, że trzeba systematycznie szukać wyzwań i problemów, żeby czuć, że się robi postępy. Kiedy wszystko idzie gładko i idealnie, robi się trochę… nudno, śmiemy przyznać. I dlatego ludzie wymyślają teraz nowe „gry”: jedna to skoki ze spadochronem z wieżowców (bo i tak wszystko jest ubezpieczone, a medyczna sztuczna inteligencja poskłada cię z powrotem jak puzzle, jeśli coś pójdzie nie tak), inna to udział w maratonowych debatach o sensie życia w jakiejś wirtualnej kawiarni filozoficznej. Marko i ja piszemy felietony i udajemy, że przekopujemy intelektualną glebę ludzkości. Należymy do ostatniego pokolenia, które wciąż potrafi docenić dobrą historię – nawet jeśli jest ona teraz pisana wspólnie przez sztuczną inteligencję i człowieka.

Pod koniec dnia
Popołudnie zmienia się w wieczór i znów jestem w domu, w swoim technologicznym gnieździeMój osobisty robot Butler (Albert) i mistrz kuchni (Berto) wykonali swoje codzienne zadania – mieszkanie lśni czystością, a kolacja jest gotowa. (lasagne z hummusem lub coś innego futurystycznie lekkiego) Jest gotowy. Kładę się na kanapie i zakładam okulary. AR na wieczorną zabawę. Zamiast klasycznego telewizora, przede mną ożywa całkowicie spersonalizowany film: sztuczna inteligencja wyreżyserowała specjalnie dla mnie 30-minutowy odcinek komedii akcji, w którym główną rolę gra mój obraz 3D! W zasadzie obserwuję siebie jako tajnego agenta ratującego świat przed złowrogim robotem korporacyjnym, który chce zniszczyć wszystkie plantacje kawy i zastąpić herbatę algami. (Jak widać, sztuczna inteligencja naprawdę mnie dobrze zna – to na pewno zemsta modułu żywieniowego Berta za przemycaną kofeinę o poranku.) Kiedy moje cyfrowe ja na ekranie rozwala megalomańskiego robota i ratuje plantacje kawy, wybucham głośnym śmiechem. Oto świat, w którym żyjemy: Kiedy się nudzisz, jesteś w mgnieniu oka bohater własnej przebojowej przygody.

Po zakończeniu odcinka zdejmuję okulary. W mieszkaniu panuje cisza, jedynie w oddali słychać ciche buczenie robota sprzątającego – jak jakiś elektroniczny świerszcz dotrzymujący mi towarzystwa. Uważam, że przez cały dzień nie miałem ani jednego poważnego problemu. Bez terminu, bez kryzysu, bez „szefa”, co by coś ważyło. Wszystkie te „problemy” są teraz dziełem algorytmów i jeśli gdzieś utkną, to utkną z nimi to one, a nie ja. To dziwne, ale czasami brakuje mi odrobiny presji. Ludzie to naprawdę zabawne stworzenia – od wieków marzyliśmy o maszynach, które wykonałyby za nas pracę, a teraz, gdy je mamy, potajemnie tęsknimy za uczuciem że jesteśmy potrzebni.
Jednakże – kładąc się i przygotowując do snu – odczuwam także jeden wielki przywilej naszej ery – roku 2035: W końcu mamy czas. Czas na refleksję, na zabawę, na to, co Jeremy Clarkson prawdopodobnie nazwałby „jakościowa bezczynność”Nazywam to czasem sensu. Moim dzisiejszym celem nie było czytanie setek raportów ani przeszukiwanie sterty maili, ale śmiech z przyjacielem, sprawdzenie granic. (legalne i mniej legalne) technologii i napisałem tę kolumnę – oczywiście z niewielką pomocą sztucznej inteligencji.
Kiedy Albert uprzejmie przypomina mi o jedenastej w nocy, że pora iść spać (i oferuje mi wybór leśnych ścieżek dźwiękowych, żeby lepiej spać – bo wiecie, po co miałabym wychodzić na łono natury, skoro mogę mieć ją w uszach), myślę o tym, jakie to dziwne. Wspaniale być człowiekiem w roku 2035.Naszą rolą nie jest już harówka, lecz kierowanie, marzenia i czerpanie radości z owoców własnej pomysłowości. W świecie, w którym agenci Sztuczna inteligencja króluje na placach budowy, Przenieśliśmy ludzi na plac zabaw – dosłownie i w przenośni. I wiecie co? Nie jest źle.
Zamykam oczy z uśmiechem, podczas gdy Albert gasi światło. Może stałem się zbędny jako redaktor w starym znaczeniu tego słowa. Ale w nowym – jako kurator znaczenia i zabawy – W końcu się usamodzielniłem. W końcu, skoro roboty pracują dla nas, w końcu mamy czas, żeby być tym, kim zawsze chcieliśmy być: trochę leniwy, trochę kreatywny i przede wszystkim – ludzkiKto by pomyślał, że praca kiedyś stanie się najważniejszym zajęciem na świecie? Dzień dobry, dobranoc i do zobaczenia jutro w przyszłości.






