Zapomnij o zwiększaniu mocy; BMW zdało sobie sprawę, że sekret prędkości tkwi w „czasie na siłowni” i aerodynamice, której pozazdrościłby nawet Airbus. I tak narodziło się BMW M2 z zestawem M Performance Track Kit.
Na świecie, gdzie marketerzy ciągle wciskają nam historie o tym, że potrzeba 1000 koni, żeby dostać się do sklepu, to jest BMW wybrali drogę, którą zaakceptowałby nawet stary dobry Jeremy Clarkson. Zamiast upychać więcej turbosprężarek i elektroniki w i tak już szalonym 3-litrowym rzędowym silniku sześciocylindrowym, zdecydowali się na coś bardziej… analogowego. I dziwacznego. Panie i panowie, przedstawiam wam BMW M2 z Zestaw torów wyścigowych M Performance. Pakiet, który kosztuje tyle, co dobrze wyposażony Golf, ale zmienia Twoje M2 w samochód, który wygląda, jakby uciekł z Le Mans i wylądował przed lokalną piekarnią.


Aerodynamika wymagająca instrukcji
Gwiazdą tego pakietu jest ogromny tylny spojler w kształcie łabędziej szyi, który inżynierowie dosłownie wykręcili z samochodów wyścigowych. M4 GT4 I M3 GT3. I tu zaczyna się zabawa. To skrzydło nie służy tylko do dekoracji czy suszenia ręczników na polu kempingowym. Jest regulowane ręcznie. W trybie „Street Mode” jest dyskretne (o ile to możliwe w przypadku takiego potwora), a w trybie „Race Mode” przesuwa się o całe 50 mm (2 cale) do tyłu, tworząc potężny docisk.



Z przodu znajdziemy nowy splitter powietrza, który w trybie wyścigowym wysuwa się i łączy z dyfuzorem. Uwaga: BMW ostrzega, że nie należy zabierać na drogi publiczne całkowicie rozłożonych akcesoriów aerodynamicznych. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że przy pierwszym wyboju splitter zamieniłby się w bardzo kosztowną zgarniarkę do asfaltu, a Ty zostałbyś bez kawałka włókna węglowego, który kosztuje więcej niż Twój roczny zapas piwa.


Podwozie marzeń każdego ortopedy
Jeśli standardowe M2 wydawało Ci się sztywne, przygotuj się na zawieszenie M Performance Track Kit. BMW po raz pierwszy zastosowało w nim amortyzatory z regulacją w czterech płaszczyznach, o specyfikacji sportowej, w samochodzie drogowym. Możesz regulować wszystko: odbicie, kompresję, a nawet łożyska podporowe. Możesz obniżyć samochód o dodatkowe 20 mm (0,8 cala). Efekt? Samochód, który pokonuje zakręty z precyzją chirurga z ramieniem robota, a jednocześnie przypomina Ci każdą mrówkę, którą przejeżdżasz po drodze.
Liczby, które się liczą (i te, które się nie liczą)
Mimo że silnik nie był uruchomiony, specyfikacje i tak robią wrażenie:
- Silnik: 3,0-litrowy rzędowy sześciocylindrowy silnik Twin-Turbo (S58)
- Moc: 353 kW (480 KM / 473 KM) – dane dla modelu 2025
- Moment obrotowy: 600 Nm (443 funty-stopy)
- Przyspieszenie 0–100 km/h (0–62 mph): ok. 4,0 sekundy
- Prędkość końcowa: 250 km/h (155 mph), opcjonalnie do 285 km/h (177 mph)
Oprócz poprawy aerodynamiki, dodano dyfuzory wokół błotników i specjalne deflektory powietrza do chłodzenia oleju. Wybierając nowy tytanowy układ wydechowy dostępny w modelu M2 CS, zaoszczędzisz 8 kg (17,6 funta) wagi i zyskasz dźwięk, który obudzi sąsiadów z odległości trzech przecznic.
„To już nie jest samochód na weekendowe wypady; to narzędzie, które zabija stoper i które (teoretycznie) nadal można parkować w garażu”.
Podsumowanie: Czy jest warte swojej wagi w złocie (lub węglu)?
Cena tego pakietu w Niemczech wynosi 23 500 euro ($27 500 euro) bez podatków i instalacji. Jeśli doliczymy do tego cenę podstawowego M2, jesteśmy niebezpiecznie blisko Porsche. Ale nie chodzi tu o racjonalność. Chodzi o to, że BMW, wraz z generacją G87, zachowuje tę surową, chuligańską naturę, której tak bardzo nam brakuje w epoce cichych elektrycznych odkurzaczy na kółkach.


Zestaw torów M Performance łączy samochód drogowy z M2 Racing (który, nawiasem mówiąc, ma tylko czterocylindrowy silnik, co jest ironią w swoim rodzaju). To samochód dla tych, którzy nie przyjeżdżają na tor z przyczepą, ale jadą tam na własnej osi, wyprzedzają wszystkich obecnych, a potem wracają do domu z uśmiechem na twarzy. Czy jest drogi? Zdecydowanie. Czy nie ma sensu dojeżdżać nim do pracy? Oczywiście. Czy go chcemy? Bardziej niż czegokolwiek innego w tym roku. BMW po raz kolejny udowodniło nam, że prawdziwa frajda nie tkwi w kilowatach, ale w tym, jak mocno odważysz się nacisnąć pedał gazu w zakręcie.






