Podczas gdy my w Słowenii z pasją polerujemy mosiądz na Titanicu i kłócimy się o leżaki, Dolina Krzemowa już dawno przerzuciła się na Enterprise i włączyła napęd warp. Biologia staje się oprogramowaniem, starzenie się to tylko „błąd” w kodzie, a my tymczasem zbieramy korki i czekamy trzy lata na inspekcję, przekonani, że szczytem cywilizacji jest prawidłowo zrealizowane zamówienie na podróż. Przeczytaj, dlaczego większość naszych dzisiejszych prac to po prostu przekładanie cyfrowego papieru przed wyginięciem i dlaczego nadchodzi nie tylko burza, ale zupełnie nowy klimat, w którym zmokniesz do szpiku kości bez parasola. Jesteśmy w punkcie osobliwości postępu – pozwól, że wyjaśnię.
Gdyby kosmici wylądowali teraz... Słowenia Gdybyśmy słuchali naszych debat, prawdopodobnie doszlibyśmy do wniosku, że szczytem naszego dylematu cywilizacyjnego jest pytanie, kto komu ukradł kanapkę w parlamentarnej stołówce. Podczas gdy my zajmujemy się błahostkami, które można by rozwiązać w przedszkolu, w kąciku relaksacyjnym, świat na zewnątrz nie tylko się kręci – świat się także…włączyłem piąty bieg i właśnie włącza napęd nitro i rusza w kierunku osobliwe punkty postępu.
Punkt osobliwości postępu
Wydaje się, że żyjemy w dwie równoległe rzeczywistościW jednej z nich kłócimy się o biurokrację i czekamy w kolejce do osobistego lekarza. W drugiej rzeczywistości, tej dyktowanej przez wizjonerów technologicznych, Teksas I Dolina Krzemowa, a „ponaddźwiękowe tsunami” się zbliża. Nie chodzi już o postęp. Chodzi o osobliwość. To moment, w którym wykres na tablicy nie pnie się już łagodnie i powoli, ale skręca pionowo w niebo, a my wciąż wpatrujemy się w kredę. Postęp będzie szybki, natychmiastowy i nie wszędzie jednolity.
Koniec ery drzewek figowych w biurach
Bądźmy brutalnie szczerzy. Większość tego, co dziś nazywamy „pracą”, to po prostu przekładanie cyfrowego papieru z lewego stosu na prawy. Ta era dobiega końca. Cała praca, która nie wymaga fizycznego przekształcania atomów – całe pisanie, cała analiza, cała biurokratyczna gimnastyka – jest już w drodze.
Sztuczna inteligencja Nie nadchodzi; już tu jest, wiążąc buty do maratonu, podczas gdy my wciąż zakładamy kapcie. Nie pokonamy go z większą starannością. To jak próba wyprzedzenia rakiety zaprzęgiem konnym. Połowę tej pracy mogą wykonać już dziś „krzemowe mózgi”. Zamiast przygotowywać się do świata, w którym ludzie będą musieli znaleźć nowe znaczenie poza „pracą zmianową”, wciąż wychowujemy dzieci do zawodów, które wkrótce będą tak samo istotne jak naprawa maszyn do pisania.
Gospodarka obfitości kontra gospodarka okruchów
Naszą narodową obsesją jest redystrybucja niedoborówJak zabrać tym, którzy mają trochę więcej, by dać tym, którzy mają trochę mniej, a jednocześnie stracić połowę? Tymczasem na arenie międzynarodowej dokonuje się zwrot w kierunku gospodarki obfitości. Nie mówimy tu o transferach socjalnych, ale o świecie, w którym energia i moc obliczeniowa staną się jedyną prawdziwą walutą.
Raz koszt pracy spada na cenę prądu i kiedy roboty rozpocząć produkcję robotyPojęcie „drogich dóbr” zanika. Wszystko staje się absurdalnie tanie. A my? Wciąż zbieramy korki do wózków inwalidzkich i drżymy o emeryturę, która będzie warta tyle, co garść ryżu w porównaniu z nadchodzącą rzeczywistością. Zamiast powszechnego dochodu podstawowego obiecuje nam się „powszechny wysoki dochód”. Ale nie osiągniemy tego dzięki kasom podatkowym, ale dzięki radykalnej transformacji technologicznej. Ze społeczeństwem, które patrzy w przyszłość.
Starzenie się to tylko błąd w kodzie
Być może najbardziej osobliwa różnica między naszym „przedszkolem” a tym, co dzieje się na świecie, tkwi w postrzeganiu samego życia. W naszym kraju sukcesem jest umówienie się na wizytę kontrolną u specjalisty w ciągu niecałych trzech lat. W laboratoriach przyszłości starzenie się postrzegane jest jednak jako problem inżynieryjny. Jako błąd w kodzie, który należy naprawić.
Biologia staje się oprogramowaniem. Celem nie jest już dożycie emerytury i oglądanie telewizji, ale „siekać„System zapobiegający zapadaniu się ciała. Brzmi jak science fiction, ale kiedy zrozumiesz, że nasze ciała to po prostu niesamowicie złożone maszyny, staje się jasne, że można naprawić każdą maszynę, jeśli ma się odpowiednie narzędzia. I wciąż kłócimy się o to, kto dostarcza stenty. Coś, co ona rozwiąże. punkt osobliwości postępu.

Wniosek: Czas na ewolucję lub fosylizację
Nie chodzi o to, kto ma władzę. Chodzi o mentalność. Jesteśmy jak żaby w garnku, z tą różnicą, że woda nie gotuje się powoli – ktoś właśnie wrzucił do garnka dynamit. Przyszłość nie będzie „trochę lepsza” ani „trochę gorsza”. Będzie radykalnie inna.
Świat pędzi ku cywilizacji, która... czerpał energię z gwiazd i gdzie praca intelektualna będzie wykonywana w milisekundach. A my zachowujemy się tak, jakby największym osiągnięciem cywilizacji było prawidłowo zrealizowane zamówienie na podróż.
Czas przestać patrzeć w ziemię i szukać zmian, a spojrzeć w niebo. Bo to, co nadchodzi, to nie burza. To zupełnie nowy klimat. A kto nie ma parasola – albo, w tym przypadku, kto nie ma otwartego umysłu i chęci adaptacji – zostanie przemoczony. Do szpiku kości.





