fbpx

Syndrom „manualnej skrzyni biegów”: dlaczego Twoje wnuki będą postrzegać jazdę samochodem jak jazdę konną

Elon Musk stworzył inteligentny samochód z serii Knight Rider

na vožnjo
Zdjęcie: Jan Macarol / Airt

W lutym jadę do Zagrzebia, żeby przetestować FSD (Full Self-Driving) Tesli – na co czekałem od czasów legendarnej serii Knight Rider. Samochód, który w końcu prowadzi się sam. Pamiętacie, jak kilka dni temu pisałem, że Porsche umarło? Wielu z Was podskoczyło, mówiąc, że nie mam pojęcia o „przyjemności z jazdy” i „zapachu benzyny”. Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego powodem śmierci tej ikony nie jest to, że nie potrafią zbudować dobrego podwozia. Powodem jest to, że ich model biznesowy stał się nieistotny – całkowicie przerośnięty. Porsche sprzedaje wam iluzję, że jesteście kierowcą wyścigowym. Tesla sprzedaje wam prawdę: że jesteście całkowicie zbędni jako kierowcy. Pozwólcie, że wyjaśnię. Dlaczego wasze wnuki będą postrzegać jazdę samochodem jak jazdę konną.

Samochody przestaną być samochodami. Ta kategoria produktów uległa zmianie. Stają się pierwszymi prawdziwymi robotami, które wpuścimy do naszych domów. I nie są to roboty odkurzające, które chowają się pod kanapą i wydają tam smutne piski. Wasze wnuki traktowały jazdę samochodem jak jazdę konną.

Spójrzmy prawdzie w oczy: stanowisz zagrożenie dla bezpieczeństwa. Tak, ty, czytający to. Jesteś biologiczną maszyną, która rozprasza się na słońcu, robi się senna po obfitym lunchu, pisze SMS-y podczas jazdy i reaguje emocjonalnie, gdy ktoś cię do tego zmusza. Twój „procesor biologiczny” ma opóźnienia, jest pełen błędów i z wiekiem jego działanie zwalnia.

Tymczasem w „głupiej” Ameryce? Jakiś kierowca Tesla z FSD v14 właśnie minęło 10 600 mil (ok. 17 000 km). Bez. Jednego. Dotknięcia. kierownicy. Przejechał dystans, który przeciętny Słoweniec potrzebuje półtora roku, żeby dojechać do pracy i z powrotem. Samochód sam przedzierał się przez skrzyżowania, place budowy, wśród pieszych i idiotów na drodze. Bez kawy. Bez nerwowości. Z brutalną, zimną, 360-stopniową uwagą, której człowiek po prostu nie jest w stanie znieść.

O tej rewolucji mówię. Nie chodzi o elektryczność. Elektryczność to tylko napęd. Chodzi o Elona Muska, podczas gdy europejscy prezesi martwią się o kolor szwów na kierownicy i o to, jak będą sprzedawane silniki tłokowe po 2035 roku. KITT z lat 80-tych. Samochód, z którym rozmawiasz jak z przyjacielem, bo ma zintegrowany Grok – sztuczną inteligencję Muska – i dowozi Cię do celu, łącznie z parkingiem. W centrum handlowym dzwonisz do niego smartwatchem, żeby odebrał Cię przy wejściu. W międzyczasie zabawia Cię niesmacznymi żartami i prowokacjami. Tesla FSD v14 Według tysięcy twórców treści jeździ lepiej od 95 osób %Jeździ płynniej, bardziej przewidywalnie i przede wszystkim – nie udowadnia swojej wartości. Nie ma ego. Jeździ również w UE. Jazdy testowe w Monachium, Mediolanie i innych miastach to potwierdzają. Od startu do mety.

Słowenia i syndrom „manualnej skrzyni biegów”. Oczywiście, analityk dyżurny za barem znowu do nas podejdzie i powie: „Nie oddam kierownicy! Elektronika umiera!”. Moi drodzy, to tak samo, jakbyśmy w 2007 roku powiedzieli: „Nie oddam klawiatury Nokii, bo nie będę pisał na szybie”. Dziś ci sami ludzie przewijają ekrany i nie pamiętają już, jak napisać list ręcznie.

Przyszłość jest binarna. Z jednej strony będziemy mieli roboty na kółkach. (Tesla, chiński), który będzie funkcjonował jako usługa mobilna. Z drugiej strony, europejscy producenci „premium” staną się butikowymi producentami zabawek do jazdy weekendowej – niczym producenci koni wierzchowych w epoce silników parowych i wysokoprężnych. Różnica jest dokładnie taka sama, jak między klasycznym zegarkiem naręcznym, który pokazuje godzinę i fazy księżyca, a smartwatchem, który dokładnie informuje, kiedy zjadłeś za dużo poticas w czasie świąt.

FSD v14 to dowód na to, że gra się skończyła. Jako kierowcy, my, ludzie, jesteśmy przestarzałą funkcją. Jesteśmy najsłabszym ogniwem w bezpieczeństwie na drodze. A jedynym sposobem na osiągnięcie Wizji Zero nie jest nauczenie nas, jak lepiej jeździć. To odebranie nam kierownicy.

Porsche nie żyje, bo sprzedaje przeszłość. Roboty są. I szczerze? Nie mogę się doczekać, aż jeden z nich odwiezie mnie do domu, kiedy będę mógł spokojnie i bez stresu trollować X.

Udanej podróży w przeszłość wszystkim, którzy wciąż „czują drogę”. Reszta z nas rusza dalej, nawet jeśli wciąż mamy w garażu. które zostaną podzielone na „dinozaury” i za to zapłacimy trzykrotność składki ubezpieczenia OC.

Z Wami od 2004 roku

od roku 2004 badamy miejskie trendy i codziennie informujemy naszą społeczność obserwujących o najnowszych stylach życia, podróżach, stylu i produktach, które inspirują pasją. Od 2023 roku oferujemy treści w głównych językach świata.