Wraz z żoną i czwórką dzieci prowadzisz gospodarstwo ekologiczne w Dečné sel, dwa lub więcej razy w tygodniu sprzedajesz ekologicznie wyprodukowane warzywa i jagody ze swojego gospodarstwa na rynku w Centralnej Lublanie; to decyzja na taki styl życia...
Prowadzi Pan wraz z żoną i czwórką dzieci gospodarstwo ekologiczne w miejscowości Dečno Selo. Dwa lub więcej razy w tygodniu sprzedaje Pan ekologiczne warzywa i truskawki ze swojej farmy na Centralnym Rynku w Lublanie. Czy decyzja o kontynuowaniu takiego stylu życia to zobowiązanie czy konieczność?
Chodzi o satysfakcję z robienia czegoś dobrego. Z jednej strony, z utrzymania pewnej równowagi naturalnej na 33 ha ziemi bez większych ingerencji, a z drugiej strony, z możliwości zapewnienia zdrowych plonów innym, zwłaszcza tym, którzy je cenią. Obie te rzeczy razem pozwalają mi przetrwać, co jest jeszcze lepsze.
Ile wspólnego ma współczesna produkcja ekologicznej żywności ze starożytną mądrością ludową?
Bardzo. Coraz bardziej wierzę w starą mądrość ludową, zwłaszcza tę związaną z księżycem i różnymi ziołolecznictwem. Na przykład, bardzo ważne jest zbieranie owoców na nasiona we właściwym dniu, a następnie ich sianie lub sadzenie, a także zbieranie w dniu, który jest przypisany danej kulturze w kalendarzu księżycowym. Natura sama w sobie utrzymuje równowagę, co zauważyły pokolenia przed nami. Dba również o różne drapieżniki, które zagrażają szkodnikom, takie jak biedronki, które żerują na mszycach.
Gdzie Ty i Twoja żona zdobyliście wiedzę?
Oboje pochodzimy z tradycyjnych gospodarstw rolnych. Wiedzę zdobywaliśmy głównie w domu, poprzez doświadczenie, a także podczas różnych wycieczek po Słowenii i za granicą. Teraz ludzie zainteresowani tego typu produkcją przyjeżdżają do nas na wycieczki edukacyjne, wielu z nich to uczniowie szkół podstawowych, od najmłodszych do najstarszych. Czasami zapraszają mnie nawet jako prelegenta.
Czy możemy rozpoznać produkty ekologiczne po ich nieestetycznym wyglądzie?
Produkty ekologiczne mogą być również piękne, a nawet piękniejsze niż produkty uprawiane konwencjonalnie. Na początku mojej działalności marketingowej miałem sporo problemów, ponieważ produkty były zbyt piękne dla niektórych klientów, ale kiedy spróbowali tych produktów, zaczęli w nie wierzyć. Produkty szczególnie pięknie prezentują się w szklarniach, ponieważ nie są zabrudzone deszczem i powietrzem.
Centralny Rynek to miniaturowe miasto. Którą jego część odwiedzasz najczęściej?
Ludzie inteligentni to chyba najlepsze określenie dla tych, którzy żyją ekologicznie. Moi goście to ci, którzy szanują nieagresywną produkcję żywności i wiedzą, że warto myśleć o zdrowiu w perspektywie długoterminowej. To głównie osoby w średnim wieku z małymi dziećmi, a także kilku studentów i emerytów. Najstarsze małżeństwo ma 94 i 97 lat. Nawet były prezydent Janez Drnovšek, różni aktorzy filmowi, ambasadorzy i zwykli ludzie robili u mnie zakupy.
Ciągle przebywasz między miastem a wsią. Czy przeprowadziłbyś się do miasta?
Miasto ma swój urok i atrakcje, ale wieś ma w sobie pewien pierwiastek wolności, którego brakuje w mieście, więc nie mógłbym żyć między betonem a murami. Z drugiej strony, nie rozbudowałbym nawet farmy, mimo że popyt na produkty ekologiczne jest stosunkowo wysoki, bo to oznaczałoby pracę w biurze i samochód. To nie dla mnie. Muszę być w kontakcie z pracą i ludźmi, sprzedając im produkty z farmy.
Czy każdy taras, nawet w centrum miasta, może stać się gospodarstwem ekologicznym?
Gdybym mieszkał w mieście, miałbym taras ekologiczny, żeby móc uprawiać sporo warzyw na balkonie w donicach, oczywiście ekologicznie, ale musiałbym znosić miejskie powietrze. Nawiasem mówiąc, niedawno słyszałem w radiu, że był taki przypadek na osiedlu w Niemczech.
Czy trendy w organicznej części rynku ulegają zmianie?
Eko jako styl życia obejmuje holistyczny styl życia, dzięki czemu w tej części targu można znaleźć codziennie więcej produktów, które są również przetwarzane na różnorodne produkty. Eko to różnorodne wypieki, herbaty, zioła, pasty do smarowania... Można nawet znaleźć u nas lokalnego lekarza. Taki targ to szansa nawet dla bardzo małych rolników, wystarczy mieć pomysł.
Czy kiedykolwiek chodzisz do sklepu po jedzenie?
Nie wszystko uprawiamy na farmie, więc czasami, zwłaszcza moja żona, zamiast iść do „ogrodu”, idziemy na półki w sklepie. Soki, warzywa, kiszone sałatki, różne dżemy z owoców leśnych i ogrodowych nigdy nie trafiają do koszyka, bo robimy je w domu. Nawet robiąc zakupy w sklepie spożywczym, najczęściej zatrzymujemy się na półkach z produktami ekologicznymi.


