Powiedzmy sobie szczerze, branża motoryzacyjna stała się ostatnio trochę... sterylna. Wszyscy producenci prześcigają się w tym, kto zmieści w kabinie większy telewizor i czyj samochód będzie cichszy niż biblioteka. A potem są JAS Motorsport i Pininfarina. Uznali, że dość już tych bzdur. Wzięli legendę, założyli na nią karbonowy kombinezon i zostawili jej to, czego my, mężczyźni, naprawdę pragniemy: manualną skrzynię biegów i dźwięk silnika, który przyprawia o gęsią skórkę. Poznajcie JAS Motorsport Tensei.
Bądźmy szczerzy, przez chwilę, między nami. Wszyscy to robiliśmy. Telefon wibruje, czerwone światło zdaje się trwać w nieskończoność, a ręka przesuwa się do „zakazanego owocu” w konsoli środkowej. Do tej pory ten akt był prześladowany przez wyrzuty sumienia, a w przypadku Tesli przez tę irytującą kamerę w kabinie, krzyczącą na nas jak histeryczny nauczyciel matematyki. Ale Elon Musk, człowiek, który prawdopodobnie próbowałby skolonizować Słońce, gdyby miał wystarczająco dużo kremu z filtrem, właśnie zmienił zasady gry. A przynajmniej tak mu się wydaje. Jego najnowszy tweet (przepraszam, „post na X”) twierdzi, że teraz oficjalnie można pisać w swojej Tesli. Ale zanim otworzysz Tindera na środku autostrady, przeczytaj drobny druk. Bo diabeł – i glina z mandatem – zawsze tkwi w szczegółach. A więc – Tesla FSD.
Jeśli jeździsz skuterem, prawdziwi motocykliści witają cię tylko wtedy, gdy ich wizjer zaparuje lub gdy są bardzo uprzejmi. Zwłaszcza w USA, gdzie skutery są postrzegane jako środek transportu dla tych, którzy stracili nadzieję na życie. Ale LiveWire, elektryczna gałąź legendarnego Harleya-Davidsona, właśnie rzuciła rękawicę temu uprzedzeniu. Przygotowują elektryczny maksiskuter – LiveWire Maxi-Scooter, który obiecuje zmienić zasady gry. I wiecie co? Może im się nawet uda, bo pod plastikiem ukryli serce prawdziwej bestii.
Jeśli myśleliście, że szczyt ekscytacji Toyotą przypada na moment, w którym udało się połączyć telefon z Bluetooth w Yarisie, to się mylicie. Biura Gazoo Racing najwyraźniej zamknęły drzwi, wyłączyły telefony i stworzyły coś, co nie ma nic wspólnego z „bezpiecznym wyborem”. Toyota GR GT to duchowy następca LFA, tyle że tym razem nie krzyczy, a wręcz ryczy.
Przyznajcie, wszyscy byliśmy trochę przestraszeni. Obawialiśmy się, że Lotus stał się po prostu kolejną marką produkującą ciężkie elektryczne SUV-y dla ludzi, którzy uważali, że „dynamiczna jazda” oznacza przyspieszanie do kolejnych świateł w centrum handlowym. Myśleliśmy, że duch Colina Chapmana – tego genialnego i obsesyjnego inżyniera, który krzyczał „uprość i dodaj lekkości” – w końcu zniknął pod ciężarem akumulatorów litowo-jonowych. Ale się myliliśmy. Och, jak bardzo się myliliśmy. Oto Lotus Theory 1. I to nie tylko samochód. To dowód na to, że fizyka wciąż obowiązuje, a przyszłość nie musi być nudna.
Powiedzmy sobie szczerze, świat motoryzacji zrobił się nieco nudny. Wszyscy jeżdżą lodówkami na kołach, które nazywamy SUV-ami, a pasja zaginęła gdzieś pomiędzy „praktycznością” a „wysoką pozycją za kierownicą”. Ale bez obaw, Renault nie wyrzuciło broni do kosza. Nowe Clio 2026 już tu jest i wygląda, jakby chciało ugryźć w kostkę każdego crossovera, na którego trafi. Nazywają go „małym Jaguarem” – i kiedy zobaczysz ten przód, zrozumiesz dlaczego. To nie tylko samochód; to deklaracja, że rozmiar (nadal) nie jest wszystkim. Tak mówi większość dziennikarzy testujących go obecnie.
Powiedzmy sobie szczerze, większość nowoczesnych pickupów jest projektowana dla osób, których najcięższym ładunkiem jest ich ego i worek organicznej komosy ryżowej ze sklepu spożywczego. Ale Ford Ranger Super Duty XLT z 2026 roku to coś zupełnie innego. To samochód, który spojrzał na standardowego Rangera, zapalił papierosa i powiedział: „Fajnie, ale teraz zejdź mi z drogi”. To samochód dla tych, którzy jedzą beton na śniadanie.
Ostatni Bugatti Bolide: Koniec ery W16 i hołd dla legendy – oto bestia, która przejdzie do historii!
Ostatni Bugatti Bolide właśnie opuścił Molsheim. Ale to nie tylko 40. egzemplarz zabawki dla ultrabogaczy, to ostateczne, smutne, a zarazem wspaniałe „pożegnanie” cudu inżynierii – silnika W16, który przez ostatnie dwie dekady definiował prędkość. To ostatni Bugatti Bolide.
Wyobraź sobie scenariusz: tworzysz odnoszącą sukcesy firmę, zabierasz ją na Rajd Dakar, zachwycasz świat, a potem... po prostu odchodzisz. I zaczynasz od nowa. To nie scenariusz meksykańskiej opery mydlanej, to Zhang Xue. Człowiek, który dał światu Kove Moto, powraca z nową marką, ZX Moto i 820 X. Brzmi to podejrzanie jak „ostatni pożegnalny koncert” gwiazdy rocka, ale patrząc na specyfikację tej trzycylindrowej maszyny, staje się jasne: ten facet nie żartuje. To inżynier, który ewidentnie nienawidzi nudy.
Czekaliśmy na to jak dzieci na prezenty, tyle że to święto zostało odłożone na całą dekadę. System Full Self-Driving (FSD) Tesli to rewolucja w USA, ale owoc zakazany w Europie. Ale lody w końcu pękają. Dzięki nowym przepisom i testom na europejskim gruncie, luty 2026 roku wygląda na moment, w którym w końcu oddamy stery w ręce krzemu. Zapnijcie pasy, przeanalizujemy technologię, przeszkody biurokratyczne i to dziwne uczucie, gdy samochód wie, dokąd jedziesz lepiej niż ty sam. A zatem – Tesla FSD i Europa.
Mercedes-Benz wycofał Klasę G Cabriolet w 2013 roku, wywołując cichą żałobę w świecie ultrabogaczy. Ale w Bottrop, siedzibie Brabusa, słowo „nie ma mowy” nie jest znane. Wzięli obecnego AMG G 63, odcięli dach, dodali osie portalowe i stworzyli coś, co jest zarówno cudem inżynierii, jak i kompletnym szaleństwem. Poznaj Brabusa XL 800 Cabrio.
Lata 70. były dziwnym okresem. Ludzie nosili spodnie, w których nie mogli chodzić, palili w samolotach, a bezpieczeństwo w samochodzie było kwestią przelotną, gdzieś pomiędzy wyborem koloru popielniczki a rodzajem skóry. Ale to właśnie w tym chaosie Bob Lutz z BMW powiedział: „Dość!” i założył fabryczny zespół wyścigowy. Efekt? Maszyna, którą widzisz. To nie jest byle jakie BMW. To Genesis. To „Pacjent Zero”. Pierwszy samochód z oznaczeniem M, który kiedykolwiek wyjechał na drogi. A teraz może być Twój. BMW 3.0 CSL Werks











