W końcu jest – Samsung Galaxy Z TriFold. Po miesiącach plotek, które były mniej wiarygodne niż prognozy pogody w kwietniu, i konceptach, które wyglądały jak rekwizyty z filmu Star Trek, Samsung rzucił karty na stół. I to nie byle jakie karty – rzucił całą talię. Zaprezentowali Galaxy Z TriFold, swoją pierwszą składaną bestię. Czy to cud techniki, na który czekaliśmy, czy tylko paniczna reakcja na dominację Chin? Zapnijcie pasy, czeka nas niezła jazda.
PozycjaRedaktor wykonawczy
Dołączony26 lipca 2013 r
Artykuły4 892
Jan Macarol jest odpowiedzialnym redaktorem wersji drukowanej i internetowej City Magazine Slovenia. Wraz ze swoimi dwoma asystentami stara się oferować czytelnikom najbardziej wyjątkowe i świeże informacje o kulturze miejskiej, nowinkach technologicznych, modzie i wszystkim, czego miejski nomada potrzebuje, aby przetrwać w pędzącym świecie.
Crossovery. W dzisiejszych czasach są jak ta popowa piosenka w każdej stacji radiowej – każdy je ma, każdy nimi jeździ, a nawet jeśli po cichu marzysz o niepraktycznym włoskim samochodzie sportowym, prawdopodobnie skończysz na zakupie SUV-a. Dlaczego? Bo są praktyczne, bo dają poczucie bezpieczeństwa i bo, bądźmy szczerzy, twój kręgosłup nie jest już taki, jak za dwudziestki. Ale jeśli chodzi o ciężko zarobione pieniądze, liczy się nie tylko to, jak samochód wygląda przed lokalną kawiarnią, ale to, czy faktycznie dowiezie cię do pracy w deszczowy wtorkowy poranek. Consumer Reports właśnie zrzucił bombę prawdy o tym, które samochody się nie psują. Przygotujcie się, wyniki to policzek dla europejskiego ego i zwycięstwo japońskiej inżynierii.
Nadchodzący Samsung Galaxy Z TriFold 2025 to nie tylko kolejny smartfon. To śmiały krzyk innowacji w morzu nudnych, szklanych prostokątów. Z ceną początkową około 2447 dolarów, niesie jasny przekaz: przyszłość składa się nie tylko raz, ale dwa razy.
Żyjemy w świecie, w którym smartfony stały się symbolami statusu, drogimi jak nerki na czarnym rynku i kruchymi jak ego przeciętnego influencera. Płacimy tysiąc euro i więcej za urządzenia, których używamy głównie do oglądania kotów na TikToku. A potem jest Xiaomi Poco F8 Pro. Telefon, który wchodzi do pokoju, wybija drzwi z zawiasów, rzuca na stół specyfikację wartą 1500 euro i z uśmiechem prosi o jedną trzecią tej kwoty. Czy to idealny telefon? Nie. Ale to absolutnie najdziksza okazja roku, która przyprawi prezesów w Cupertino i Seulu o ból głowy.
SUNO AI nie jest już tylko narzędziem do generowania muzyki. Staje się kompletnym studiem w chmurze, które pozwala użytkownikom tworzyć, projektować i ulepszać utwory na poziomie zarezerwowanym dla profesjonalnych producentów jeszcze dwa lata temu. Ale nie dajcie się zwieść – to nie tylko innowacja technologiczna, to zmiana kulturowa.
Ludzkość zawsze marzyła o lataniu. Od Ikara, który miał problem z topieniem wosku, po nas, którzy co rano grzęźniemy w niekończących się metalowych kolumnach i marzymy o przycisku katapultowania. Ale co, gdybym ci powiedział, że przyszłość nie leży w skrzydłach, ale w czymś, co wygląda jak latająca konsola do gier? To właśnie jest LEO Solo JetBike.
Elon Musk jest jak ten przyjaciel, który zawsze spóźnia się na obiad, ale kiedy w końcu przychodzi, przynosi najlepsze wino. Jest listopad 2025 roku. Rok, który według naszych wiosennych przewidywań w City Magazine miał być przełomowy dla „małej Tesli”, dobiega końca. Przypomnijmy: w marcu pisaliśmy, że „Model Q” (lub Model 2, a nawet Model 1, jak pieszczotliwie nazywaliśmy go w maju) trafi na drogi w czerwcu. Co dostaliśmy? Tańszy Model 3 i mnóstwo nowych obietnic dotyczących robotaksówek. Ale nie bądźcie rozczarowani. Wszystko wskazuje na to, że opóźnienie było taktycznym posunięciem geniusza – albo po prostu chaosem w Teksasie. Tak czy inaczej, 2026 to ten rok.
Większość ludzi kładzie na biurkach nudne kawałki plastiku, które wyglądają, jakby zostały skradzione z firmy księgowej w latach 90. A potem jest GravaStar. Firma, która prawdopodobnie zatrudnia ludzi, którzy spędzili zbyt dużo czasu grając w Cyberpunk 2077, a za mało na świeżym powietrzu. Ich najnowszy produkt, klawiatura Mercury V60 Pro Deluxe Edition, nie wygląda jak coś, czego używa się do rozliczenia podatkowego. Wygląda jak spust rakiety międzykontynentalnej. I wiecie co? Uwielbiam to.
Moi drodzy, świat oszalał. Wszyscy kupują lodówki na kółkach, które nazywamy SUV-ami, i nikt już nie docenia wiatru we włosach, zapachu benzyny i uczucia, gdy pośladki unoszą się zaledwie kilka centymetrów nad asfaltem. Ale zanim w końcu zgasimy światła i włączymy silnik, BMW oferuje nam ostatnie, wspaniałe „Auf Wiedersehen”. Oto BMW Z4 Final Edition 2026. A jeśli macie choć odrobinę benzyny we krwi, przestaniecie teraz przeglądać Instagram i zaczniecie słuchać.
BMW X4 żegna się z nami, ale nie opłakujmy go zbyt wcześnie. Oto BMW iX4, zbudowane na platformie Neue Klasse, obiecujące moc 345 kW, futurystyczny design i tę charakterystyczną bawarską arogancję, którą wszyscy potajemnie kochamy.
Większość samochodów pachnie plastikiem lub odświeżaczami powietrza w stylu „nowych samochodów”. Ale to Porsche pachnie sukcesem, kubańskimi cygarami i prawdopodobnie bardzo drogimi perfumami twojej ukochanej. To nie tylko środek transportu; to salon o mocy 500 kilowatów. Oto Porsche Panamera Turbo Sonderwunsch.
Włoscy mistrzowie industrialnego minimalizmu tym razem posunęli się na całego. I nie tylko. Unimatic nawiązał współpracę z kultowym butikiem Maxfield z Los Angeles, aby stworzyć zegarek – U3S-M, który jest tak czarny, że pochłania światło – i który pochłonie znaczną część Twojego portfela.











