Model Ineos Grenadier Black Edition 2026 wyposażono w udoskonalony układ kierowniczy, ulepszoną klimatyzację i brutalną serię Black Edition, co dowodzi, że dobry, stary świat analogowo-mechaniczny nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Dlaczego mielibyśmy podnosić czerwone flagi w Monachium i Stuttgarcie? Bo ten elektryczny „shooting brake” oferuje, za połowę ceny, to, o czym europejscy giganci zapomnieli w biurokratycznym letargu – śmiałość, pasję i technologiczne tempo graniczące z absurdem.
Mercedes Klasy S to nie tylko samochód, to barometr cywilizacji. Kiedy przechodzi lifting, świat wstrzymuje oddech, a konkurencja zaczyna gorączkowo szukać nowych miejsc pracy. Najnowszy lifting na rok 2026 – Mercedes-Benz Klasy S z 2026 roku – to coś więcej niż tylko nowy wygląd; to cyfrowa inteligencja, powrót przycisków i silników, które uciszyłyby nawet najsurowszych krytyków.
Czy kiedykolwiek obudziłeś się i pomyślałeś: „Mój 1600-konny szwedzki hipersamochód jest zbyt dyskretny”? Prawdopodobnie nie. Ale Mansory zadało ci to pytanie. I tak narodził się Mansory Koenigsegg Jesko.
W sercu arabskich wydm Genesis właśnie zrzuciło bombę. Poznajcie X Skorpio Concept – pierwszego ekstremalnego SUV-a marki, który nie tylko odwiedza, ale i podbija Ar-Rab al-Chali. Zapomnijcie o wyrafinowaniu, liczy się adrenalina.
Tesla kończy produkcję dwóch swoich najbardziej prestiżowych modeli, aby zrobić miejsce ambitnemu projektowi humanoidalnego robota Optimus.
Szukasz sposobu, by pokazać sąsiadowi, że jego zwykły pickup to po prostu droga taczka? Roush F-150 z 2026 roku to coś więcej niż tylko pojazd; to 50 lat inżynieryjnej arogancji zamkniętej w aluminium i stali, która nie boi się najgłębszego błota ani najszybszych odcinków autostrad.
W świecie, w którym hipersamochody stały się niemal tak powszechne, jak Volkswageny Golfy na wiejskim parkingu, Bugatti po raz kolejny przypomina nam, kto jest prawdziwym królem. Nowy FKP Hommage to coś więcej niż samochód; to list miłosny do geniusza inżynierii, który zmienił świat 20 lat temu, i dowód na to, że przeszłość i przyszłość mogą iść ramię w ramię – z prędkością 400 km/h.
Zawsze powtarzałem, że samochody elektryczne są jak kuchenki mikrofalowe: wydajne, szybkie i bezduszne. Naciskasz przycisk i gotowe. Ale w Brukseli właśnie wydarzyło się coś ciekawego. Chińczycy, a dokładnie Zeekr, rzucili na stół Zeekr 7GT. I o dziwo, twierdzą, że stworzyli samochód dla nas, dinozaurów, dla których liczy się, jak kierownica zachowuje się na zakrętach.
Wyobraź sobie, że wchodzisz do restauracji, zamawiasz najdroższy stek z menu, a kelner przynosi ci dwa, polewa je truflami i kalkuluje cenę ciepłej kanapki. Właśnie takie uczucie towarzyszy Ci z nowym Zeekrem 7X. To nie jest kolejny samochód elektryczny; to technologiczny ukłon w stronę europejskiej arystokracji motoryzacyjnej. Jeśli jeździsz niemieckim SUV-em klasy premium, możesz chcieć usiąść – liczby, które następują, mogą wywołać lekki kryzys egzystencjalny. Oto moja recenzja Zeekra 7X Privilege.
Volvo było kiedyś wyborem uniwersyteckich profesorów geografii, którzy nosili welurowe swetry i w życiu przejmowali się tylko strefami zgniotu. Jazda była bezpieczna, przewidywalna i – bądźmy szczerzy – całkowicie bezduszna. Ale zapomnijmy o tym. Nowe Volvo EX60 z 2027 roku to zupełnie inna bajka. To samochód, który być może został zbudowany przez maniaka bezpieczeństwa, ale ewidentnie trafił w ręce inżyniera, który w weekendy ściga się na motocyklach. Z 670 końmi mechanicznymi i technologią, która faktycznie działa, ta maszyna chce ratować reputację pojazdów elektrycznych. I może nawet jej się to uda.
Wstęp do świata elektromobilności był kiedyś zarezerwowany dla ekscentrycznych milionerów i entuzjastów technologii, którzy lubili zapach skóry i ciszę. Dziś? Dziś, za 39 990 euro (lub 34 000 euro z dotacją), dostajesz bilet do tego klubu, ale tylnymi drzwiami. Oto nowa Tesla Model Y Standard RWD. Samochód, który stracił nieco ze swojego blasku, stając się „przyjaznym dla ludzi”, ale przy okazji stał się być może najbardziej szczerym produktem Elona Muska. Czy to po prostu Tesla Semi w przebraniu samochodu osobowego, gotowa na 400 000 kilometrów cierpienia, czy też błysk geniuszu? Zapnijcie pasy, bo sprawdzimy, czy da się cieszyć samochodem, który ma na desce rozdzielczej jeansy.











